Na zaprezentowaniu tego tytułu w konkursowej sekcji „From Poland” zależało mi szczególnie.
Robert Talarczyk, świetny reżyser, ale także ciekawy aktor i dyrektor Teatru Śląskiego w Katowicach, parę lat temu wyreżyserował w „Śląskim” autorski spektakl „Godej do mie”.
Dwoje aktorów, Agnieszka Radzikowska i Dariusz Chojnacki, nieoczywista przestrzeń. Zamiast sceny, czwartej ściany, pokój hotelowy. I widzowie jako uczestnicy przejmującej psychodramy. Bo Radzikowska z Chojnackim zagrali w tym przedstawieniu parę w kryzysie, w kryzysie spowodowanym dramatem, dla którego nie ma wystarczających słów…
Novum spektaklu było także to, że bohaterowie rozmawiali po śląsku, w języku śląskim, ale to byli ludzie pokazani w kontrze do górniczego stereotypu utrwalonego chociażby przez kino Kutza. „Ślōnskŏ godka” zarezerwowana była przecież dla mieszkańców familoków, ludzi gorzej radzących sobie z rzeczywstością od innych. Tymczasem niespodzianka. Tak jakby Tennessee Williams albo Edward Albee trafili na śląskie salony. I to zadziałało świetnie, to chwyciło – i zachwyciło.
Film „Godej do mie”, pełnometrażowy reżyserski debiut Talarczyka, jest filmowym rozwinięciem tamtego pomysłu. Ze spektaklu pozostało małżeństwo w kryzysie, ale pojawiły się także nowe wątki (kreacje Grażyny Bułki i Michała Żurawskiego), kamera Marka Traskowskiego wyszła w przestrzeń miejską, ale język, język śląski, pozostał kluczowy. Stanowi drogę do porozumienia z widzem pamiętającym śląską mitologię i czującym, że ta droga ma jeszcze wiele rozwidleń i korytarzy. Jest odrębnością i zbiorowością zarazem.
Jako kurator „From Poland”, jestem bardzo szczęśliwy, że na „Tofifeście” mamy ten tytuł w naszym programie, i że będzie to pierwszy publiczny pokaz filmu.