„On wyczuwał kobiecość” – spotkanie z Aktorkami Andrzeja Wajdy

fot. Julia Marszewska
Szóstego dnia 24. MFF BellaTOFIFEST, w ramach projektu „50 na 51” Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, na toruńskiej scenie pojawiły się prawdziwe gwiazdy polskiego kina. Aktorki, witane wielkimi oklaskami, podzieliły się z widzami doświadczeniami i ciepłymi wspomnieniami związanymi z reżyserem Andrzejem Wajdą.

Na scenie spotkały się wybitne aktorki: Emilia Krakowska, Grażyna Szapołowska, Agata Buzek oraz Alicja Bachleda-Curuś. Spotkanie otworzyła Joanna Łapińska, dyrektorka artystyczna FPFF w Gdyni i członkini Europejskiej Akademii Filmowej, a poprowadził je Łukasz Maciejewski. Panie od razu wprowadziły na sali niemal rodzinną atmosferę, zbudowaną na kanwie wspólnych przeżyć, a publiczność rozczuliły dwa urocze pieski, które przybyły wraz z Agatą Buzek!

„Tytuł Aktorki Andrzeja Wajdy i poczucie, że jestem zaproszona, robią we mnie coś takiego, jakbym przynależała do jakiegoś ekskluzywnego klubu” – wyznała Agata Buzek.

fot. Julia Marszewska

Andrzej Wajda był reżyserem, który przede wszystkim słuchał. Nie tylko ludzi na planie, ale również aktorek i aktorów, dając im przestrzeń do proponowania własnych rozwiązań i rozwijania postaci. Ten motyw przewijał się przez całe spotkanie – niezależnie od tego, czy rozmowa dotyczyła pracy przy filmie „Pan Tadeusz”, czy pierwszych zdjęć próbnych.

Emilia Krakowska wspominała, że Wajda oczekiwał od aktorów własnych pomysłów i obdarzał ich zaufaniem. Zamiast narzucać gotowe rozwiązania, pozwalał swoim współpracownikom współtworzyć role.

„Na planie okazało się, że oczekuje propozycji i daje nam, otwiera nas, to chyba każda z nas powie, otwiera i daje wiarę w to, że rozumiemy to, co do nas mówi, i jakie ma marzenia” – mówiła.

fot. Julia Marszewska

Podobnie zapamiętała go Grażyna Szapołowska. Zwróciła uwagę na niezwykłą uważność reżysera, który potrafił wychwycić nawet mimochodem, en passant, wypowiedziane słowa i zachować je w pamięci. To właśnie w tej umiejętności wsłuchiwania się w ludzi dostrzegała źródło jego talentu do opowiadania historii i budowania filmowej narracji.

fot. Julia Marszewska

O partnerskim charakterze współpracy opowiadała również Alicja Bachleda-Curuś. Wspominała, że choć Wajda doskonale wiedział, jaki efekt chce osiągnąć, dawał aktorom poczucie, że ich zdanie ma znaczenie. Pytał o ich propozycje, uważnie ich wysłuchiwał, a potem zachęcał: „Zagrajcie nam to pięknie”. Dzięki temu każdy czuł się nie tylko wykonawcą jego wizji, ale również jej współtwórcą.

Może właśnie w tym tkwił sekret jego sukcesu. Umiejętność słuchania, zaufanie do ludzi i tworzenie atmosfery współpracy sprawiały, że każdy na planie czuł się częścią wspólnego przedsięwzięcia. Jak wspominała Emilia Krakowska:

„Na planie filmu, kiedy był i kręcił Andrzej Wajda, każdy był zajęty i zaangażowany w to, co się dzieje. Nie było tak, że ktoś był obojętny: tam się kręci, a jego to nie interesuje. Tak objąć taką liczbę ludzi entuzjazmem do pracy, to się tak często nie zdarza” – mówiła.

Aktorki podkreślały wyjątkowo osobisty charakter relacji, jakie łączyły je z mistrzem. Szczególnie ciepło wspominały odręcznie pisane piórem listy, które od niego otrzymywały – stanowiące piękny przykład dawnej kultury korespondencji i niezwykłej dbałości o osobisty kontakt. Dołączył do tych wspomnień również sam prowadzący spotkanie, przywołując z pamięci czasy, gdy był jeszcze młodym chłopcem i został wysłany, by dla lokalnej tarnowskiej gazety sporządzić wywiad z Andrzejem Wajdą, który nie dość, że przeczytał ten wywiad, to jeszcze wysłał list w odpowiedzi.

„To już jest opowieść o charakterze, prawda? To jest ten wielki Wajda, który poważnie traktuje dziennikarza akredytowanego na festiwalu BellaTOFIFEST, ale też jakiegoś anonimowego, bardzo młodego chłopca z Tarnowa” – podsumował Łukasz Maciejewski.

Dzięki temu osobistemu podejściu ludzie głęboko szanowali jego zdanie i pytali go o radę również w sprawach ważnych życiowo. Alicja Bachleda-Curuś przywołała moment, kiedy przyjechała wraz ze swoją mamą do Podkowy Leśnej, by spytać, co reżyser sądzi o pomyśle wyjazdu do Stanów i zdawania do szkoły aktorskiej w Nowym Jorku.

„Pan Andrzej dał mi tak zwane błogosławieństwo, zielone światło, więc jestem mu za to bardzo wdzięczna. Gdyby powiedział, żebym nie jechała, to pewnie bym została” – wspominała.

fot. Julia Marszewska

Zapytane o kobiety w filmach Andrzeja Wajdy, aktorki podkreśliły, że oglądając kreacje swoich starszych i młodszych koleżanek, zakochiwały się w kinie i uczyły się kina. Na pytanie, czy był reżyserem kobiet, Grażyna Szapołowska odpowiedziała:

„Nie tyle był reżyserem kobiet, co on wyczuwał kobiecość”.

Przypominając, że Andrzej Wajda studiował malarstwo, dodała:

„On patrzył na nas, na kobiety, jak na obraz…”

Na co Emilia Krakowska żartobliwie dopowiedziała, rozśmieszając przy tym całą salę:

„Rzeźbę też!”

fot. Julia Marszewska

Agata Buzek zaznaczyła również, że Wajda nie dokonywał w swojej głowie podziałów. Zarówno aktorkom, jak i aktorom stwarzał takie same możliwości, a na każdego patrzył przede wszystkim jak na człowieka. Jednych i drugich chciał zrozumieć, szukać ich osobowości, pragnień, potrzeb – i pokazywać to na ekranie.

„On kochał aktorów. To był reżyser, który kochał aktorów” – powiedziała.

Wspomnienia aktorek pokazały Andrzeja Wajdę nie tylko jako twórcę filmów, które na trwałe weszły do kanonu polskiej kinematografii, lecz przede wszystkim jako człowieka uważnego na drugiego człowieka. Być może właśnie dlatego po latach jego współpracownicy wspominają nie tylko wielkie role, lecz przede wszystkim relacje, które pozostawiły równie trwały ślad jak jego filmy.