„Niepokorność po prostu opłaca się artystycznie” – spotkanie z Janem Komasą i Jerzym Skolimowskim

fot. Paulina Cerowska
„To była dla mnie chyba najpiękniejsza przygoda artystyczna w moim życiu, a przeżyłem ją z artystą, którego absolutnie podziwiam” – mówił Jan Komasa o swojej współpracy z Jerzym Skolimowskim przy tworzeniu „Dobrego Chłopca”, filmu, którego projekcja odbyła się podczas szóstego dnia 24. MFF BellaTOFIFEST.

„Dobry Chłopiec” to najnowszy film Jana Komasy, wyprodukowany przez Jerzego Skolimowskiego we współpracy z Jeremym Thomasem. Fabuła została oparta o scenariusz autorstwa Bartosza Bartosika, będący jego debiutem pisarskim. Film to psychologiczny thriller opowiadający historię 19-letniego Tommy’ego, który po jednym ze swoich zwyczajowych wybryków zostaje nagle porwany. Po odzyskaniu przytomności orientuje się, że został uwięziony w piwnicy domu pewnej niepokojącej rodziny, która z nieznanych mu powodów usiłuje wymusić na nim zmianę charakteru.

Jerzy Skolimowski przyznał, że początkowo nie był w pełni przekonany do tekstu. Jednak coś nie dawało mu spokoju – dostrzegał w nim pewną wartość, którą chciał rozwinąć, lecz miał wrażenie, że nie był stanie zrobić tego sam. Stąd narodziła się współpraca z reżyserem filmu, Janem Komasą. Nie jest to jednak pierwsze skrzyżowanie dróg tych dwóch artystów. Komasa opowiedział o tym, jak twórczość Jerzego Skolimowskiego inspirowała go już od czasów studiowania w szkole filmowej, kiedy to razem z kolegami wypożyczali jego filmy na kasetach wideo.

„Filmy Jerzego Skolimowskiego to były te filmy, które nas trzymały przy życiu. (…) Zawsze filmy Pana Jerzego były tymi filmami, które pokazywały mi, że niepokorność mimo tego, że ma dużą cenę, to po prostu opłaca się artystycznie, dla samego siebie, żeby być sobą tak do końca.”

fot. Paulina Cerowska

Jan Komasa wspominał czasy poznania Jerzego Skolimowskiego po raz pierwszy, kiedy jego debiut, „Sala Samobójców”. trafił na festiwal Mastercard OFF CAMERA, gdzie Pan Jerzy znalazł się wśród Jury. Od tamtego momentu nawiązała się między nimi nić porozumienia.

Ujawnione zostały kulisy castingu do produkcji. Kiedy w roli Kathryn została obsadzona Andrea Riseborough, jej agentka, będąca też agentką Stephena Grahama, mu również zaproponowała rolę w filmie. Warto zaznaczyć, że casting odbył się przed sukcesem miniserialu „Dojrzewanie”, w którym Graham grał jedną z głównych ról. Komasa śmiejąc się dodał, że aktor najpierw zaakceptował rolę, a dopiero potem przeczytał scenariusz i ze zdumieniem zareagował na postać, którą miał przez cały film odgrywać.

fot. Julia Marszewska

Twórcy zdradzili, że dom, który stanowi centrum wydarzeń filmu, jest w rzeczywistości połączeniem trzech domów znajdujących się w trzech różnych miejscach – wnętrze mieszkania zostało zbudowane w halach w Sękocinie, pod Warszawą. Natomiast zarówno przód, jak i tył domu znajdowały się w zupełnie innych lokalizacjach, na terenie Anglii.

Z tego powodu, jedna z ostatnich scen filmu była szczególnie trudna do zrealizowania pod względem technicznym – bohater, w którego wcielał się Anson Boon musiał w niej reagować na sceny zza okna, które były nakręcone dopiero 2 tygodnie później. Jan Komasa opowiedział również o skomplikowanej pracy nad warstwą emocjonalną w tej scenie.

„Łatwe są sceny, w której bohater czuje jedną rzecz. Ciekawiej się robi, kiedy czuje dwie lub trzy rzeczy. To jest strasznie trudne do zrobienia, bo może się to zrobić nieczytelne. (…) Ta scena była dla mnie kluczowa.”

Komasa podkreślił, jak bardzo ceni sobie doświadczenie współpracy z każdym zaangażowanym w produkcję filmu, szczególnie z Michałem Dymkiem przy zdjęciach, Agnieszką Glińską przy montażu oraz aktorami.

„Życzę wszystkim, żeby mieli okazję coś takiego przeżyć”