„Nie jestem aktorką, która broni postaci” – spotkanie z Agatą Kuleszą

fot. Julia Marszewska
Pierwszego dnia 24. MFF BellaTOFIFEST laureatka Złotego Anioła za niepokorność twórczą, Agata Kulesza, spotkała się z festiwalową publicznością po seansie „Róży” Wojciecha Smarzowskiego. Film otworzył pasmo „3 x Agata Kulesza”, pozwalające prześledzić wybrane etapy twórczej drogi aktorki.

Nakręcona 15 lat temu „Róża” była dla tegorocznej laureatki nagrody za Niepokorność – jak sama określiła – „wielkim skokiem”. Była to jej pierwsza współpraca z reżyserem Wojciechem Smarzowskim, który już po zdjęciach próbnych wiedział, że to Agata Kulesza wcieli się w rolę wdowy po niemieckim żołnierzu. W życiu bohaterki pojawia się Tadeusz (w tej roli Marcin Dorociński), były żołnierz AK i świadek śmierci jej męża.

„To była chyba taka pierwsza moja rola – nie dość, że duża, główna i skomplikowana, to jeszcze emocjonalnie trudna. No i to spotkanie z Dorocińskim. Akurat z Marcinem znaliśmy się już wcześniej, ale tutaj zagraliśmy razem. Myślę, że Róża połączyła nas już w jakiś sposób do końca”

Jak wspominała podczas spotkania, ogromną rolę odegrali sam reżyser oraz historia, którą przyszło jej opowiedzieć:

„To była moja pierwsza współpraca z Wojtkiem Smarzowskim i śmiem twierdzić, że bardzo dużo mu zawdzięczam. Zawisłam tak naprawdę na nim, który mnie pięknie poprowadził, i na tej historii, która po prostu budziła we mnie ogromne emocje. Dlatego też tak ją cenię, bo to był mój pierwszy rzut na taką głęboką wodę”

Historia opowiedziana w filmie pokazuje niełatwy los Mazurów, którzy po II wojnie światowej nie byli w pełni akceptowani ani przez Niemców, ani przez Polaków. Rozdarci przez wojnę, na tzw. Ziemiach Odzyskanych mierzyli się z nienawiścią i niezrozumieniem. Tytułowa Róża reprezentuje ich los i emocje:

„Oni naprawdę czuli się pomiędzy. Dla jednych nie byli tym, dla drugich nie byli tym. To takie zawieszenie… Róża właśnie jest kimś takim: dla jednych jest Niemką, dla innych nie”

Film porusza bardzo trudne tematy, które niełatwo przenieść na ekran. Gwałt i okrucieństwa, jakich doświadczali ludzie tuż po zakończeniu II wojny światowej, zostały pokazane otwarcie, bez łagodzenia przekazu. Szczególnie wstrząsające są sceny zbiorowych gwałtów kobiet na podwórkach. Jak wspominała aktorka:

Róża miała bardzo dużo trudnych scen, piekielnie trudnych. Można było się naprawdę zapaść. Ja cały czas się dźwigałam do góry, bo mam taką konstrukcję, ale dokładnie pamiętam ten moment i zapamiętam go do końca życia, jak leżałam na tym podwórku”

Aby lepiej zrozumieć doświadczenia kobiet żyjących na powojennych Mazurach, Agata Kulesza sięgnęła po książki, pamiętniki i osobiste wspomnienia. To właśnie one pozwoliły jej lepiej pojąć świat i doświadczenia bohaterek tamtych czasów. Jak podkreślała:

„Jestem aktorką, która jak coś gra, to rzeczywiście najpierw czyta”.

Podzieliła się również z uczestnikami spotkania tym, co uważa za podstawę zawodu aktora:

„Nie jestem aktorką, która broni postaci, bo uważam, że mam prawo zagrać też człowieka, u którego szybciej odpala się zło, ale ja go muszę zrozumieć. Muszę zrozumieć, dlaczego tak jest”.

Aktorka przyznała, że film do dziś zajmuje szczególne miejsce w jej pamięci – nie tylko ze względu na samą rolę, ale także reakcje widzów.

Różę trzymam głęboko w sercu, w takim specjalnym miejscu, bo dzięki niej przeżyłam dużo wzruszających momentów. Często widzowie się z nią utożsamiają. Wysłuchałam wielu historii na temat gwałtu. Kobiety przychodziły do mnie i opowiadały o swoich babciach albo matkach, czasami o sobie. Rozumiałam, że potrzebowały opowiedzieć to akurat mnie, bo wydawało im się, że bardzo dobrze je zrozumiem, skoro to przeszłam. To było obciążające, bo były to bardzo smutne historie, ale ta historia też nie jest bardzo wesoła. Rozumiałam więc, że jestem dla nich, że czasami łatwiej powiedzieć coś komuś obcemu. Róża łączyła mi się więc na wielu płaszczyznach z dużym przeżyciem”.

Zapytana podczas spotkania, jak wychodzi się z takiej roli jak Róża, aktorka odpowiedziała żartobliwie:

„A jak się wchodzi?”

Wyjaśniła, że nigdy nie zabiera roli do domu i potrafi oddzielić siebie od swojej bohaterki, rozbawiając przy tym całą widownię.

„Normalnie, w moim przypadku się wychodzi. Przecież jak grałam Różę i wracałam do domu, to nie mówiłam po niemiecku”.

Niepokorność twórczą, za którą podczas 24. edycji MFF BellaTOFIFEST otrzymała Złotego Anioła, Agata Kulesza definiuje na swój sposób.

„Dla mnie to jest to, że jestem konsekwentna, że aktorstwo polega na odwadze i byciu blisko siebie, czyli na świadomości tego, jakim się jest człowiekiem, jak się widzi świat, i na rzetelności. Największe zaufanie na świecie – i to jest wspaniałe – mam do samej siebie. I wydaje mi się, że dobrze się prowadzę w tym zawodzie”.

Jak podkreślała, niepokorność rozumie jako odwagę pokazywania intymnych emocji i opowiadania o świecie poprzez własną wrażliwość.

„Uważam, że to jest pewien rodzaj odwagi, kiedy człowiek spotyka się sam ze sobą. To trochę jak w terapii. Rozumiem więc, że o to chodzi – że idę swoją drogą. Trudno powiedzieć, czy jestem bezkompromisowa, ale jeśli coś mi nie pasuje – ja to nazywam luksusem – po prostu tego nie robię”.

W tym ujęciu niepokorność jest wyborem – by pozostać wierną samej sobie.

Spotkanie z Agatą Kuleszą pokazało, że jej aktorstwo nie polega na budowaniu dystansu do postaci, lecz na ich głębokim zrozumieniu. To właśnie dzięki temu tworzy bohaterki niezapomniane, przejmujące i zostające z widzem na długo po seansie. „Róża” jest jednym z najważniejszych przykładów takiej roli – wykracza poza ekran i nie kończy się wraz z filmem.